Spuria - LARP Wampir Maskarada - Poznań
Forumśroda, Sierpień 22, 2018
Wstęp
Wprowadzenie
Założenia
LARP Spuria
Miasta Spurii
Historia
Hierarchia
Frakcje
Postacie
Mechanika Gry

Inspiracje
Fabuła
Kronika Odsłon
Nawigacja
Galerie Zdjęć
Forum
Co zrobić, by zagrać?
Szukaj
Organizatorzy
Frakcje
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 119
Najnowszy Użytkownik: GerdonP
Ostatnio online
mafiagustawa21 weeks
GerdonP21 weeks
Cerb43 weeks
Dreake55 weeks
Administrator72 weeks
HarriettCaunk81 weeks
RandalllCaunk84 weeks
Arthursling85 weeks
Parias85 weeks
Trevor94 weeks
SPURIA - ODSŁONA 13 - KRYPTONIM: "CAMARILLA" - PODSUMOWANIE

SPURIA XIII • PODSUMOWANIE • "KRYPTONIM: CAMARILLA"



   Spali w zamku Dalecha Czasza, którego żaden z nich nie chciał opuścić. Jego dawny właściciel został aresztowany, zaraz po tym jak odmówił wpuszczenia Książąt i Seneszali do pokoju "X". Był bardzo ranny po oblężeniu, wbicie kołka w jego serce nie było dla nich żadnym problemem. Każdy z reprezentantów miast spał w zupełnie innej części zamku, bardziej niż niedobitków z Sabatu obawiając się swych kamratów z Camarilli. Do żadnych incydentów jednak nie dochodziło, wszyscy zdawali się być zmęczeni niedawnym oblężeniem i związanymi z nim kłamstwami, intrygami i polityką. Spotkali się w sali tronowej Dalecha. Atanazy książę Poznania wraz ze swym Seneszalem Dethboyem, Liwia Krzyżowska książę Olsztyna wraz ze swoją Seneszal Amelią Bogacką, Leon Grzeszny Seneszal Wrocławia oraz reprezentant Gdańska Jakub Prenzlau. Zgodni byli tylko co do jednej rzeczy, w zamku jest ukrytego coś o czym nie chciał powiedzieć im Dalech. Kłótnie były dla nich bardzo absorbujące, tylko Atanazy zauważył, że Jowita Wasińska ulotniła się ze spotkania. Chwilę później Leon Grzeszny dostrzegł, że to samo zrobił syn Księcia Wrocławia „Eyes”, brak obecności Tyziphone odnotowała tylko Książe Olsztyna. Atanazy znowu krzyczał:
-To mi należy się zamek, tamci Tremere należeli do mojego klanu! Zrobiłem najwięcej!
-Spokojnie Atanazy, wszyscy wiemy, że tradycyjnie jesteś największy, najlepszy i najsilniejszy. Zasada Camarilli jest prosta, jeden książę jedno miasto. – rzekła Seneszal Olsztyna.
-Przecież, wiem, chodzi mi o tymczasowe sprawowanie nad nim władzy. Zamek coś skrywa i tylko Tremere może odkryć co.
-Tylko Ventrue – dodała Książe Olsztyna wyraźnie rozbawiona ekscytacją z jaką mówił Tremere.
- Zagarnął byś wszystkie dobra a później obsadził na tronie swoją marionetkę. Gratuluję planu.
-Musimy dojść do kompromisu. Uczciwie rozdysponować dobra. – rzekł ze stoickim spokojem Grzeszny, Seneszal Wrocławia.
-Masz na myśli grabież dziedzictwa Dalecha Czasza? – obruszył się Dethboy - Chcemy dokończyć to co rozpoczął Sabat?! Pierdolę, wychodzę. – Anarchista opuścił salę, trzaskając drzwiami, co wyraźnie ucieszyło Księcia Poznania.
Jakub Prenzlau westchnął teatralnie i rzekł.
-Dzielicie zamek, który z ledwością zdobyliście. Większa część Sabatu zdołała zbiec, na parkingu stało około dwudziestu samochodów, teraz nie ma tam żadnego. Błędem strategicznym było pozostawienie dziedzińca samemu sobie.
-Wzywa mnie Wrocław a jeśli mieli byśmy omawiać wszystkie błędy jakie popełniliśmy, nie starczyło by nam nocy. – odparł flegmatycznie Grzeszny.
-Nikt nie chce oddać zamku, zatem pozostaniemy w nim. Jakubie poczekam tutaj na twojego Księcia. W całej Polsce nie ma teraz bardziej neutralnego miejsca – rzekła Liwia, wyraźnie denerwując Tremera z Poznania, który jednak szybko jej odpowiedział:
-Ja też zostanę w takim razie, pomogę ci moja przyjaciółko – powiedział najbardziej ironicznie jak tylko się dało.
Jakub Prenzlau zawahał się, udając nieśmiałość. Rzekł jednak w końcu:
-A co z Dalechem Czaszem. Jak długo będzie naszym więźniem?
-Tak długo jak to będzie tylko konieczne. Obawiam się, że będziemy musieli go sprawdzić – dodał Grzeszny.
-O jego wypuszczeniu nie ma mowy, do czasu aż nie dowiemy się co jest w tym cholernie zabezpieczonym pokoju, nazwanym przez niego X! – wykrzyczał Atanazy.
-Nie da się tam wejść, sam mówiłeś Czarodzieju – dodała Seneszal Olsztyna.
Nie wytrzymali. Znowu zaczęła się fala nieustannych oskarżeń, wypominań i nieprzyjemnych epitetów. Każdy mówił nikt nie słuchał. Gdy po dwudziestu minutach wreszcie się im znudziło, Jakub Prenzlau rzekł zniecierpliwionym głosem:
-Gdańsk pomógł walczyć z Sabatem, przyczynił się do wygranej. Z Gdyni nie pojawił się zupełnie nikt. Uważam, że powinniśmy wszcząć śledztwo w sprawie powiązań Gdyni z Sabatem. Wnoszę…
Zamek zatrząsnął się. Wybuch był bardzo duży. Coś musiało zostać wysadzone w zamku, któraś z komnat.
-Sądzę, że domyślam się skąd pochodzi wybuch. Chyba problem pokoju X mamy rozwiązany. Ładna mi wygrana – rzekła Seneszal Olsztyna, znana z wyostrzonych zmysłów.
Na twarzach wszystkich Kainitów zagościła rezygnacja. Wszyscy w jednej tylko chwili uświadomili sobie, że tak naprawdę zdobycie zamku było dla nich przegraną. Wiedzieli, że upadek Camarilli trwa.




   Bory Tuchopolskie prezentowały się prawie dokładnie tak samo jak w 1945 roku gdy był tu po raz ostatni. Widmo, nie zabrał broni, nie miał też przewieszonej opaski „AK”, którą zakładał tylko gdy szedł walczyć. Udał się w stronę mogiły Stefana Kaderskiego bardziej znanego jako „Samotny” sławnego żołnierza podziemia antykomunistycznego z NSZ. Mogiła była zwykłym drzewem, komuniści nie pozwalali na upamiętnianie swych wrogów, później też nikt nie zadbał o to by postawić jakikolwiek pomnik, tak więc mogiłą dla „Samotnego”, podobnie jak dla niemal wszystkich jego kamratów były drzewa. Może to i lepiej, pomyślał klękając przed nieopisanym drzewem, podobnym do pozostałych a jednak tak ważnym dla Kainity. Nie tylko dla niego, z zarośli wyskoczył wilk, zaraz potem pojawiły się jeszcze dwa. Widmo nie zareagował, nie skierował nawet na nich swojego wzroku. Wilki bardzo szybko zmieniły się w trzy postacie. Widmo poznał ich od razu, „Trzmiel” ze swoją bujną brodą, urodziwa „Głośna”, w której kiedyś skrycie się podkochiwał oraz dowódca dawnego oddziału NSZ „Nerwus”, który jako jedyny z całej grupy nosił wojskową rogatywkę. Trzmiel przywitał go przyjacielskim uściskiem dłoni, Głośna rzuciła mu się na szyję i ucałowała, Nerwus jednak skinął tylko głową z poważnym wyrazem twarzy. Widmo nie był pewien czy rezerwa z jaką podchodzi do niego przywódca wynika z niechęci do jego osoby, czy może jest efektem działania krwi Nerwusa. Cała trójka była bowiem Gangrelami. Wreszcie Widmo zdecydował się jednak zabrać głos.
-Co słuchać leśni bracia?
-Sprowadzasz kłopoty „Widmo”. Przychodzisz tutaj w interesie. – odparł „Nerwus”.
-Tak witasz starego przyjaciela?
-Tak witam starego Vantrue.
-Przeżyliśmy wojnę. To jest najważniejsze.
Gangrel nie wytrzymał. W ułamku sekundy rzucił się na Widmo i przyszpilił go pazurami do drzewa. Ventrue próbował powstrzymać go dyscypliną Dominacji, jednak ta nie zadziałała.
-Wiesz jak nas zwą?! Wyklętymi! Jestem Żołnierzem Wyklętym a ty mi mówisz, że nam się udało? To Twoja wina! To wszystko Twoja wina!
Do akcji wkroczyła Głośna, która odciągnęła swego dowódcę od Ventrue. Nerwus nawet po tylu latach trzymał urazę. Podobnie jak większość Kainitów, żył on przeszłością. Pamiętał doskonale, że to właśnie za namową Widma, osiemnaście wampirów znajdujących się w podziemiu zdecydowało, by nie przemieniali ludzi w Kainitów do stworzenia armii nieumarłych. Pokusa była silna, większa odporność na pociski, dyscypliny, większa siła – „Nerwus” uważał, że to stanowi klucz do wygrania wojny. Zapomniał jednak o argumentach, które na zgromadzeniu prezentował Widmo, o tym, że Camarilla pod groźbą śmierci zabroniła obu stronom tworzenia Spokrewnionych, że większość zmienionych nie była zainteresowana walką o swój kraj, wolała wplątać się w walkę między Sabatem a Camarillą, że nieopatrznie tworzone „świeżaki” stanowiły niebezpieczeństwo dla ludności cywilnej. W każdym razie na zgromadzeniu „osiemnastki” Nerwusa poparło tylko dwóch Kainitów z którymi dzieli noce i tereny łowieckie po dni współczesne.
-No dobra czego chcesz?
-Sabat się uaktywnił. Camarilla obiecała Białystok Anarchistom.
-No i co z tego? To i tak gnijące miasto, brzydzę się tamtymi Gangrelami.
Na te słowa „Nerwusa” do akcji wkroczyła „Głośna”.
-Jak możesz? Stoczyli się ale nie oddadzą przecież miasta Anarchistą, poleje się krew, krew Gangreli!
-To co mam zrobić? I tak mnie nie posłuchają, uważają nas za ciemnogród. Mam walczyć po lasach za nie swoją idee? Oni nas nie wsparli gdy tego potrzebowaliśmy.
-Ostatnie miasto, gdzie nasz klan ma coś do powiedzenia. Chcesz to stracić, czy to nie dobry moment by spojrzeć prawdzie w oczy. Jesteśmy wampirami, nie partyzantami.
„Nerwus” stał krótką chwilę bez słowa, jakby nad czymś myślał. W końcu rzekł.
-Nie moja droga. My nigdy nie będziemy tymi obrzydliwymi, nieludzkimi wampirami. Nigdy nie będziemy potworami… Co proponujesz Widmo?
Akowiec ucieszył się, w tej chwili jego krew Ventrue już wiedziała, już czuła, że udało mu się osiągnąć swój cel. Misja, której tak się obawiał i w której powodzenie tak bardzo wątpił zakończy się sukcesem. Uśmiechnął się życzliwie, bez cienia satysfakcji i odrzekł:
-Bakun.


   Lublińska posiadłość Fryderyka była pusta. Nie było żadnych zabezpieczeń, na swej drodze nie spotkali strażników, ani jednego człowieka czy ghula nie wspominając już o tych najlepszych, jakimi dysponuje klan Tremere czyli Gargulcach. Żadnych magicznych barier, systemu monitoringu, nawet drzwi do posiadłości były otwarte. Lewiatan i Behemot ostatnie dwa lata spędzili we Wiedniu. Mimo, że wcześniej mieszkali w Lublinie kilka lat i mimo, że z Fryderykiem należeli do jednego klanu, Książę Lublina nigdy ich nie ugościł. Wchodząc do opustoszałej posiadłości kilkukrotnie, różnymi sposobami sprawdzali czy nie grozi im niebezpieczeństwo, nic jednak nie wyczuli. Szybko dotarli do miejsca, na którym od dawna im zależało, do wielkiej i owianej legendą biblioteki Fryderyka, mieszczącej się w piwnicach posiadłości. Wielka i słabo oświetlona sala wprawiła ich w osłupienie. Ściany były jakby oblepione księgami, które obaj Tremere bardzo chcieli mieć, kusiły ich swymi tytułami, unikalnością i wiedza, którą mogły w sobie skrywać. Kolumny podtrzymujące sufit ustawione były zgodnie z Traumaturgiczną ósemką, co świadczyło o konserwatywnym podejściu Fryderyka do magii. Na samym końcu sali, na stole, który przypominał nieco ołtarz siedziała z uśmiechem Jowita Wasińska. Czekała na dwóch Tremere i na ich widok uśmiechnęła się życzliwie. To wystarczyło by Czarodzieje zrozumieli, wraz ze śmiercią Fryderyka to Jowita przejęła władzę. Przedstawicielka klanu Toreador uśmierciła starego i potężnego Tremere, który tak zazdrośnie strzegł swojej wiedzy. Lewiatan uznał, że obędzie się bez rozmów, nie był typem kochającym patos czy chcącym upokorzyć przeciwnika, liczył się dla niego tylko cel. Uniósł rękę gotów do inkantacji, spalenie dawnej Seneszal Lublina nie powinno być trudne, zwłaszcza, że z łatwością udało mu się przeciwstawić jej dyscyplinie Prezencji. Uniósł dłoń i w niemal tej samej chwili padł strzał, który odstrzelił mu ją. Ręka upadła na podłogę, Behemot w tym czasie ukrył się za jednym z filarów. Zauważył, że wysoko nad nim zamontowany jest ładunek wybuchowy, wyczuł jednak, że w sali jest ich znacznie więcej. Domyślał się w czyim posiadaniu jest detonator. Lewiatan stał trzymając się za kikut, uznał, że nie ma sensu się chować, gdyby Jowita chciała go zabić, strzelec trafił by w głowę. Przegryzł tylko swój amulet, sącząc zaklętą w nim krew, chcąc jak najszybciej zregenerować utraconą kończynę. Z za jednego z regałów wyszedł Sergiej, trzymając swojego AK-47. Lewiatan miał ochotę wydłubać mu drugie oko, skarcił się jednak za to w myślach, „jesteś Tremere, bądź opanowany” pomyślał i wreszcie powiedział:
-Miłe powitanie.
Sergiej uśmiechnął się najlepiej jak tylko potrafił, bezczelnie, z satysfakcją i brzydko. Jowita nadal siedziała bez ruchu. Ukryty Behemot postanowił nie rezygnować z ochrony jaką daje filar, postanowił jednak, że to on będzie gadał, Lewiatan nie był świadomy obecności ładunków wybuchowych i ta niewiedza mogła kosztować ich wszystkich życie.
- Wiesz po co przyszliśmy.
Jowita Wasińska była zadowolona, wszystko poszło zgodnie z planem. W dodatku Tremere myśleli, iż to ona posiada zapalnik. Nowy Książe Lublina nie chciała jednak ryzykować, że Tremere zdominują jej umysł dlatego też zapalnik dzierżył ukryty Peszy, obserwujący wszystko z bezpiecznej odległości.
-Biblioteka jest mi niepotrzebna, i tak nie wiedziała bym co z nią zrobić. Mój słodki szeryf, mógłby ją rozwalić, w jednej sekundzie. Lewiatan nie do końca rozumiejący powagę sytuacji, wkurzony utratom dłoni wykrzyczał najgłośniej jak tylko potrafi:
-Nasz klan nie pozwoli, by władzę w Lublinie przejął Toreador. Tutaj Księciem był Tremere! Zrozum to miasto skrywa niebezpieczną tajemnicę!
-Wiem. Dlatego właśnie jeden z was będzie Seneszalem.


   Spotkały się w niewielkim mieszkaniu należącym do Róży, które odziedziczyła po zmarłym ojcu Bernardzie Kostrzewskim. Róża z zadowoleniem oglądała przedmioty w nim zgromadzone, niedawną własność Dalecha Czasza. Jej gość, Mona siedziała na fotelu z typowym dla siebie uśmiechem oglądając dokładnie niewielką statuetkę przedstawiającą prawdopodobnie jakiegoś pogańskiego bożka. W mieszkaniu Toreadorki na wielkim stole stało kilka przedmiotów; dwa obrazy, jeden zdobiony sztylet, trochę biżuterii i trzy zwoje. Róża nie spuszczała jednak wzroku z największego z trofeów, obrazu „Rybacy brodzący' - Leona Wyczółkowskiego”. Ravnoska była świadoma jak bardzo zależy jej na tym obrazie, jednak ten przedmiot nie interesował jej wcale. Jak każdego wyznawcę ścieżki Paradoksu interesowały ją tylko przedmioty z zaklętą duszą. Dalech Czasz posiadał ich kilka jednak nie należał do nich obraz. Uznała jednak, że lepiej nie informować o tym Róży. W końcu Toreadorka rozpoczęła rozmowę:
-Nie chcę odpowiadać za kradzież. To ty kradłaś nie ja.
-Spokojnie, mam zgodę Księcia.
-Którego?
Mona zamyśliła się unikając odpowiedzi. Znowu myślała o Peszym, z którym dwie noce temu związała się więzami krwi, czego teraz żałowała. Był to jednak pierwszy w jej długim żywocie żal powodujący przyjemne mrowienie w miejscu gdzie kiedyś miała bijące serce.
-Właściwego Księcia. Dobrze moja droga Toreadorko, zgodnie z umową biorę te przedmioty, które wyznaczyłam. - Róża nieco żałowała, że Mona zabierze bardzo piękny i misternie zdobiony sztylet z motywem nimfy na rękojeści, myślała, że w przyszłości odkupi go od niej. Nie wiedziała jednak, że jeszcze tej nocy wszystkie przedmioty zostaną zniszczone a dusze w nich zaklęte uwolnione.
Ravnoska starannie zapakowała wszystkie przedmioty pozostawiając te, których tak pragnęła Kostrzewska. Pomyślała, że mogła by mieć je wszystkie, uznała jednak, że jeszcze nie nadszedł czas by okłamywać swoją wspólniczkę. Czas ten nadejdzie ale nie dzisiejszej nocy powiedziała w duchu.
Pożegnały się jak przyjaciółki pocałunkiem w policzek. Róża patrząc przez okno upewniła się, że Ravnoska jest daleko po czym wyciągnęła kuchenny nóż. Bardzo żałowała, że nie mogła użyć tego pięknego, ślicznego sztylecika, który zabrała Mona. Podeszła do obrazu, który nigdy jej się nie podobał i przecięła go. Wyciągnęła to co kryło się w jego wnętrzu. Wyciągnęła i zamarła.


   Weszła ukradkiem do celi. Wisiał odarty z ubrania, jego nogi i ręce przykute były kajdanami, on sam osłabiony z trudem regenerował rany po torturach. Nie oczekiwał gości, od trzech nocy nie wchodził do niego nikt oprócz ghula Atanazego, który podawał mu nieco krwi. Podeszła do niego cicho i powiedziała z troską godną matki przemawiającej do chorego dziecięcia. Od razu poznał, że to Ćma znajoma Kiasydka.
-Jestem tu dla ciebie Dalechu Czasz.
-Co to był za wybuch dwie noce temu?
-To nie jest dla ciebie ważne.
-Jestem wolny?
-Tak za chwilę będziesz wolny…
Dalech Czasz ucieszył się, by zaraz posmutnieć gdy zrozumiał, że nie został zwolniony przez Książąt.
-Strażnicy są unieszkodliwieni jeszcze na jakiś czas.
-Mam uciekać z własnego zamku?! Zdrajcy, kanalie! Dlaczego mnie aresztowali? Kto im dał takie prawo?
-Nie masz wyjścia. Masz być sądzony, Justycariusz ma przybyć. „Tropiciel Sabatu i Strażnik Maskarady” mówi, że to kat z uprawnieniami sędziego.
A co z tym? – Dalech Czasz wskazał wzrokiem na pętające go łańcuchy, potem zaś na delikatne dłonie Kiasydki. Ta podeszła do niego i chuchnęła na nie, po chwili opadły na ziemię, delikatnie jak liście spadające z drzewa.
- Teraz uciekaj, uciekaj mój baśniowy rycerzu…



~Parias


Komentarze
mafiagustawa dnia kwiecień 03 2013 12:20:52
Głupcy...
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Arthursling
03/01/2017 01:31
Pierwszą rzeczą, jaką można zauważyć - pierś zyskał poprzedniego formularza. Obwisłe piersi są bezpośrednio związane z przerwami kolagenowyc

Louve
05/09/2016 21:16
mega foty smiley Zuza przesadzone te łapy!!!

Urszula
12/08/2016 08:10
3 2 1 smiley

Sigil
23/07/2016 13:55
Niestety, takie są uroki PHP Fusion. smiley

Parias
22/07/2016 23:27
Stronka ma czasami problemy jeśli przechodzimy z działu do innego działu.

Sigil
20/07/2016 17:11
W każdym razie dzięki! smiley

Sigil
20/07/2016 17:00
Tak myślałem, ale mi wcześniej ten link nie działał. Teraz zadziałał. Może jakiś błąd czy coś.

Administrator
20/07/2016 15:31
Po lewej masz menu zatytułowane larp spuria, tam dział Mechanika Gry, tam na dole znajdziesz odnośniki

Sigil
20/07/2016 13:57
Hej! Gdzie są te zasady odnośnie nowej Spurii? Bo coś szukam i znaleźć nie mogę. :/

Urszula
21/06/2016 21:44
ha ha! Czas na Spurię smiley

Zuza
12/04/2016 15:34
Kto tam?

Kudlaty
08/04/2016 00:53
puk puk

Parias
25/03/2016 10:51
Rozpisuje podsumowanie. Jeśli ktoś uważa, że jakieś rozwinięcie wątku powinienem brać pod uwagę to proszę do mnie napisać.

Totenkopf
22/03/2016 21:08
Bardzo tez się cieszę, ze mimo choroby daliśmy radę, fajnie się grało w syfa Dalechem smiley

Urszula
21/03/2016 23:22
Biegacz stepowy

Parias
21/03/2016 12:18
Fajnie, że mimo choroby przybyliście smiley

Totenkopf
20/03/2016 23:17
Też bym wolał mieć zamiast grypy smiley

Parias
20/03/2016 21:48
Mam kaca smiley

Urszula
17/03/2016 22:44
Zabij mnie pani, zapomniałam o tej imprezie smiley i sorki sorella ale nie mogę smiley

Eocwen
16/03/2016 20:14
Nawiązując do piątkowego biforka, jam chętna, czy jednak - na litość Seta - nie istnieje jakaś alternatywa dla dubstepu? Bo mi uszy zwiędną smiley

Archiwum

216663 Unikalnych wizyt

PHP-Fusion v6.01.6 © 2003-2005


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie