SPURIA - ODSŁONA 12 - WHITERED ROSES BLOOM - PODSUMOWANIE
Dodane przez Administrator dnia Styczeń 14 2013 22:53:20
SPURIA • PODSUMOWANIE • "Whitered Roses Bloom"

Witam.

Poniżej umieszczam podsumowanie Spurii XII. Niebawem pojawi się wprowadzenie oraz możliwość zgłoszeń na XIII odsłonę LARP'a. Na końcu znajduje się filmik autorstwa Gobosa z ostatniego larpa, który jest za razem wprowadzeniem do nastepnej gry.

~Parias


    Pierwszy raz leciał samolotem. Dethboy jeszcze nigdy, nie miał tak dużo do stracenia, od niedawna był Seneszalem Poznania, w dodatku jedynym w Polsce Anarchistą piastującym tak wysokie stanowisko. Atanazy zaraz po ślubie zlecił mu misję szczególnej wagi, miał dostarczyć do Włoch wybrankę „serca” Księcia Poznania. Dethboy wkurzył się, a jak większość przedstawicieli klanu Brujah robił niezły gnój gdy komuś udawało się doprowadzić go do złości. Tym razem jednak z powodzeniem powstrzymywał uzewnętrznienie gniewu. Niemniej przyjął zlecenie tylko pod warunkiem, że wyruszy z nim Szeryf Poznania, Krzysztof Kanys. Atanazy oczywiście się nie zgodził, tradycyjnie już musiał pokazać swoją władczość, zgodził się jednak przydzielić mu swojego zaufanego Oprawcę Badrije. Assamitka od początku podróży nie odezwała się do niego ani słowem. Sprawa musiała być ważna, z woli Atanazego, ludzkiego pilota po dotarciu na miejsce miała spotkać śmierć, co świadczyło o wielkiej chęci utrzymania ich lotu w tajemnicy. Elena również milczała, od wylotu z Poznania niemal cały czas czytała jakąś książkę a gdy Dethboy chciał zagadać o pogodzie Giovanni odparła, że pogoda nie powinna interesować umarłych. Tak więc Dethboy był nie tylko wkurzony ale i znudzony. Nagle coś wstrząsnęło samolotem. Dwukrotnie. Z amerykańskich filmów wiedział, że to najprawdopodobniej turbulencje, czyli wstrząsy samolotem, w filmach nigdy nie wyjaśniali jednak skąd one się biorą. Seneszalowi przez głowę przeszło kilkadziesiąt teorii na ich temat, nim zauważył prawdziwą przyczynę wstrząsów. Po jednym ze skrzydeł, szedł po czworaka - niczym kot, z trudem ale i gracją jakiś potwór.
-Pułapka! - krzyknął co wyraźnie przestraszyło Elenę, która upuściła swoją książkę. Badrija jednak czekała już z wycelowanymi pistoletami w stronę kabiny pilota. Assamitka miała dobre przeczucie, drzwi po chwili wyleciały jakby od wybuchu lecąc w ich stronę. Assamitka bez większych trudów zrobiła unik, Elena oberwała nimi w głowę a Dethboy zatrzymał je na sobie, nie upadając tylko dzięki dyscyplinie Potencji. Zaraz za nimi jednak wyskoczył wielkolud, jego wojskowy uniform ubrudzony był od krwi pilota, podobnie jak siekiera, którą trzymał w ręku i którą chciał odrąbać głowę Oprawczyni. I zrobiłby to, był cholernie szybki ale nie tak szybki jak Assamitka, która nie dość, że odskoczyła niemal na koniec samolotu to jeszcze oddała w jego kierunku trzy strzały raniąc go precyzyjnie w szyję. Wielkolud chwycił się za gardło, wykrzyczał coś, co skutecznie odwróciło jej uwagę od innego atakującego, ubranego w czarny granitów Kainity, z ulizanymi do tyłu włosami, tak mocno, że nawet zasysanie powietrza przez dziury w samolocie nie zniszczyło mu fryzury. Uniósł delikatnie dłoń i w tym momencie Assamitka została chwycona przez kilkadziesiąt czarnych dłoni, jakby cieni, wyrastających z podłogi samolotu. Kobieta nawet nie próbowała się szamotać, prawdopodobnie siła była tak wielka, że zabójczyni wolała nie tracić energii na wyswobodzenie się, licząc na Dethboya, który mocował się właśnie z trzecim napastnikiem, potężnie zbudowanym Nosferatu budzącym znacznie większą grozę niż te, znane wcześniej Seneszalowi. Musiał być silny, złamał on bowiem rękę Anarchiscie i to w trzech miejscach. Na pomoc przyszła Elena, jakby wyrwana z Amoku, wyinkantowała coś w nieznanym języku, jej czerwone oczy patrzyły z niewyobrażalną nienawiścią na toczącą się walkę i po chwili Nosferatu duszący Dethboya chwycił się za głowę i z przerażającym krzykiem wyskoczył z samolotu przez jedną ze jego scian. Nim jednak tego dokonała Brujah zdążył stracić przytomność a wszystkie jego kończyny były powyginane jak u kukiełki. Elena chciała pomóc również Badriji, trzymanej przez cieniste ręce, jednak nim tego dokonała została uderzona w głowę jelcem miecza i padła nieprzytomna. Napastnik nim upadła chwycił ją i przewiesił przez ramię patrząc na spętaną Badriję z parszywym uśmiechem. Assamitka wszędzie poznała by ten uśmieszek, to był Mszczuj pierwszy Kainita jakiego poznała w swoim nieżyciu.
-Zdrajca – krzyknęła i tym razem próbowała się wyrwać z uścisku cienistych dłoni, kontrolowanych przez zadowolonego z siebie gościa w czarnym garniturze.
- Nikogo nie zdradziłem – rzekł zadowolonym głosem i wyskoczył ze spadającego już samolotu razem z nieprzytomną Eleną.

Ulizany położył na podłodze samolotu ładunek wybuchowy i sam też wyskoczył pozostawiając miotającego się na podłodze olbrzyma, którego gardło podziurawione było przez pociski Assamitki. Maszyna nieuchronnie zbliżała się do ziemi, kobieta nie wiedziała jednak, czy do jej ostatecznej śmierci doprowadzi zderzenie z ziemią czy wybuch ładunków pozostawiony przez władcę cieni. Myślała, że to już koniec gdy w pewnej chwili dłonie trzymające ją zniknęły. Nie zastanawiając się Assamitka poderwała się z ziemi i przygotowała do wyskoku, spojrzała jednak na leżącego Dethboya. Odwróciła się jednak, by po chwili cofnąć się i tracąc cenne sekundy przewiesić go sobie przez ramię.
-Jestem zbyt sentymentalna - powiedziała i wyskoczyła ze spadającej maszyny w najwyższym skoku jaki kiedykolwiek wykonała.


Rozszerzona zawartość newsa
SPURIA • PODSUMOWANIE • "Whitered Roses Bloom"

Witam.

Poniżej umieszczam podsumowanie Spurii XII. Niebawem pojawi się wprowadzenie oraz możliwość zgłoszeń na XIII odsłonę LARP'a.

~Parias


    Pierwszy raz leciał samolotem. Dethboy jeszcze nigdy, nie miał tak dużo do stracenia, od niedawna był Seneszalem Poznania, w dodatku jedynym w Polsce Anarchistą piastującym tak wysokie stanowisko. Atanazy zaraz po ślubie zlecił mu misję szczególnej wagi, miał dostarczyć do Włoch wybrankę „serca” Księcia Poznania. Dethboy wkurzył się, a jak większość przedstawicieli klanu Brujah robił niezły gnój gdy komuś udawało się doprowadzić go do złości. Tym razem jednak z powodzeniem powstrzymywał uzewnętrznienie gniewu. Niemniej przyjął zlecenie tylko pod warunkiem, że wyruszy z nim Szeryf Poznania, Krzysztof Kanys. Atanazy oczywiście się nie zgodził, tradycyjnie już musiał pokazać swoją władczość, zgodził się jednak przydzielić mu swojego zaufanego Oprawcę Badrije. Assamitka od początku podróży nie odezwała się do niego ani słowem. Sprawa musiała być ważna, z woli Atanazego, ludzkiego pilota po dotarciu na miejsce miała spotkać śmierć, co świadczyło o wielkiej chęci utrzymania ich lotu w tajemnicy. Elena również milczała, od wylotu z Poznania niemal cały czas czytała jakąś książkę a gdy Dethboy chciał zagadać o pogodzie Giovanni odparła, że pogoda nie powinna interesować umarłych. Tak więc Dethboy był nie tylko wkurzony ale i znudzony. Nagle coś wstrząsnęło samolotem. Dwukrotnie. Z amerykańskich filmów wiedział, że to najprawdopodobniej turbulencje, czyli wstrząsy samolotem, w filmach nigdy nie wyjaśniali jednak skąd one się biorą. Seneszalowi przez głowę przeszło kilkadziesiąt teorii na ich temat, nim zauważył prawdziwą przyczynę wstrząsów. Po jednym ze skrzydeł, szedł po czworaka - niczym kot, z trudem ale i gracją jakiś potwór.
-Pułapka! - krzyknął co wyraźnie przestraszyło Elenę, która upuściła swoją książkę. Badrija jednak czekała już z wycelowanymi pistoletami w stronę kabiny pilota. Assamitka miała dobre przeczucie, drzwi po chwili wyleciały jakby od wybuchu lecąc w ich stronę. Assamitka bez większych trudów zrobiła unik, Elena oberwała nimi w głowę a Dethboy zatrzymał je na sobie, nie upadając tylko dzięki dyscyplinie Potencji. Zaraz za nimi jednak wyskoczył wielkolud, jego wojskowy uniform ubrudzony był od krwi pilota, podobnie jak siekiera, którą trzymał w ręku i którą chciał odrąbać głowę Oprawczyni. I zrobiłby to, był cholernie szybki ale nie tak szybki jak Assamitka, która nie dość, że odskoczyła niemal na koniec samolotu to jeszcze oddała w jego kierunku trzy strzały raniąc go precyzyjnie w szyję. Wielkolud chwycił się za gardło, wykrzyczał coś, co skutecznie odwróciło jej uwagę od innego atakującego, ubranego w czarny granitów Kainity, z ulizanymi do tyłu włosami, tak mocno, że nawet zasysanie powietrza przez dziury w samolocie nie zniszczyło mu fryzury. Uniósł delikatnie dłoń i w tym momencie Assamitka została chwycona przez kilkadziesiąt czarnych dłoni, jakby cieni, wyrastających z podłogi samolotu. Kobieta nawet nie próbowała się szamotać, prawdopodobnie siła była tak wielka, że zabójczyni wolała nie tracić energii na wyswobodzenie się, licząc na Dethboya, który mocował się właśnie z trzecim napastnikiem, potężnie zbudowanym Nosferatu budzącym znacznie większą grozę niż te, znane wcześniej Seneszalowi. Musiał być silny, złamał on bowiem rękę Anarchiscie i to w trzech miejscach. Na pomoc przyszła Elena, jakby wyrwana z Amoku, wyinkantowała coś w nieznanym języku, jej czerwone oczy patrzyły z niewyobrażalną nienawiścią na toczącą się walkę i po chwili Nosferatu duszący Dethboya chwycił się za głowę i z przerażającym krzykiem wyskoczył z samolotu przez jedną ze jego scian. Nim jednak tego dokonała Brujah zdążył stracić przytomność a wszystkie jego kończyny były powyginane jak u kukiełki. Elena chciała pomóc również Badriji, trzymanej przez cieniste ręce, jednak nim tego dokonała została uderzona w głowę jelcem miecza i padła nieprzytomna. Napastnik nim upadła chwycił ją i przewiesił przez ramię patrząc na spętaną Badriję z parszywym uśmiechem. Assamitka wszędzie poznała by ten uśmieszek, to był Mszczuj pierwszy Kainita jakiego poznała w swoim nieżyciu.
-Zdrajca – krzyknęła i tym razem próbowała się wyrwać z uścisku cienistych dłoni, kontrolowanych przez zadowolonego z siebie gościa w czarnym garniturze.
- Nikogo nie zdradziłem – rzekł zadowolonym głosem i wyskoczył ze spadającego już samolotu razem z nieprzytomną Eleną.

Ulizany położył na podłodze samolotu ładunek wybuchowy i sam też wyskoczył pozostawiając miotającego się na podłodze olbrzyma, którego gardło podziurawione było przez pociski Assamitki. Maszyna nieuchronnie zbliżała się do ziemi, kobieta nie wiedziała jednak, czy do jej ostatecznej śmierci doprowadzi zderzenie z ziemią czy wybuch ładunków pozostawiony przez władcę cieni. Myślała, że to już koniec gdy w pewnej chwili dłonie trzymające ją zniknęły. Nie zastanawiając się Assamitka poderwała się z ziemi i przygotowała do wyskoku, spojrzała jednak na leżącego Dethboya. Odwróciła się jednak, by po chwili cofnąć się i tracąc cenne sekundy przewiesić go sobie przez ramię.
-Jestem zbyt sentymentalna - powiedziała i wyskoczyła ze spadającej maszyny w najwyższym skoku jaki kiedykolwiek wykonała.



    Szczurek żył w kanałach od ponad roku, początkowo chciał ukrywać ten fakt przed innymi Kainitami jednak, jak się niedawno dowiedział, było to typowe lokum dla przedstawicieli klanu Nosferatu. Mimo, że czuł się w nich swobodniej niż na powierzchni, wcale nie mógł określić ich mianem swojego terenu. Śmierdzące kanały nieraz łączyły się ze starymi poniemieckimi bunkrami, część odnóg była wykopana jakby przez wielkie krety lub niechlujnych górników, do niektórych miejsc prowadziły schody i młody Nosferatu był niemal że pewien, że ludzkie władze miasta nie mają o nich pojęcia. Wiele korytarzy budziło grozę i Szczurek unikał ich jak ognia, dawno nauczył się, że należy słuchać swojego wewnętrznego głosu. Jego ulubionym miejscem była komnata z podziemną sadzawką, pełna brudnej wody, utworzona z pękniętej i sądząc po rdzy, bardzo starej rury. Żółtodziób siedział na kamieniu i oddawał się swojej ulubionej czynności od chwili przeistoczenia, karmieniu swoich jedynych przyjaciół - szczurów. Młodzik nigdy nie pomyślał by, że kiedykolwiek będzie dokarmiał uznawane za odrażające i obrzydliwe gryzonie, w dodatku swoją własną krwią.
-To nie są jedyni twoi przyjaciele – odezwał się ktoś mówiący niemal, że szeptem.
Jakby z znikąd wyłonił się Ernest, poznany na uroczystości u Atanazego przedstawiciel klanu Nosferatu. Szczurek pamiętał, że przybysza nazywano zdrajcą księcia Warszawy i za jego plecami poddawano w wątpliwość jego lojalność i honor.
-Wybacz, że się nie zapowiedziałem, ale twoje szczury nie chciały ze mną rozmawiać – dodał po chwili bardziej ironicznie niż życzliwie.
-Nie męcz go, to zbędne - Inny głos, tak poważny, że prawie śmieszny odezwał się z innego końca komnaty. Oczom Szczurka ukazał się Seneszal Wrocławia, Leon Grzeszny podnoszący na powitanie upierścienioną dłoń. Mimo, że przeprawa przez kanały pobrudziła by każdego, on sam jak i jego strój był czysty, jakby wyjęty z prania.
-Uroczo - dodał inny Nosferatu, oparty o ścianę komnaty z zawadiackim uśmieszkiem.
Każdy z przybyszy wyglądał strasznie, był zniekształcony i brzydki a mimo to Szczurek czuł się wśród nich bezpiecznie.
-To Liwiusz, trzyma z Atanazym, Księciem Poznania – powiedział jakby z wyrzutem, Ernest.
-Mówisz tak jakbyś ty nikomu nie służył. Co słychać u Seneszal Lublina? A może powinienem powiedzieć Książe Jowity?
Nim Ernest zdążył zripostować docinkę Liwiusza, odezwał się Seneszal Wrocławia głosem spokojnym ale z niewyjaśnionych przyczyn budzącym respekt.
-Dosyć. Każdy z nas komuś służy.
-Właśnie - wtrącił się Ernest – młody też powinien pozdrowić panią Romanov.
Grzeszny przerwał po raz kolejny głosem spokojniejszym i budzącym jeszcze większy respekt.
-To sposób na przetrwanie, zresztą z czasem nauczycie się by służyć im tak, by to oni służyli nam. Spotkaliśmy się tutaj nie w sprawie Camarilli a w sprawie naszego klanu. W obliczu zmian trzeba będzie określić lojalność.- na słowo lojalność wszyscy zebrani nieprzypadkowo spojrzeli się na Ernesta, on jednak zignorował ten fakt i dodał.
-Ty masz Wrocław, Liwiusz ma swój gang, każdy przestępca chciałby dla niego pracować, ja też mam kilka kart do tej gry.
-Tak więc co zrobimy, Camarilla czy ci drudzy?
-Rój - odpowiedział Leon Grzeszny, ten który zajmował najwyższą funkcję we wspomnianej wcześniej sekcie.
-Rój - odparł Ernest, głośno, jakby chcąc podkreślić lojalność i uczciwość swoich intencji.
-Rój - dodał Liwiusz, z jego ust znikł zawadiacki uśmieszek, tak jakby chciał podkreślić powagę sytuacji.
-Rój - dodał Szczurek, głosem pewnym, tak jakby wreszcie odkrył sens swego oszpecenia.




    Książę Olsztyna, Liwia Krzyżowska stała na balkonie swojej rezydencji gdzie oczekiwała na swoich gości wpatrując się w piękno nocy. Pierwsza weszła jej Seneszal Amelia Bogacka, która za rękę niczym kilkuletnie dziecko wprowadziła Róże Kostrzycką. Nie obawiała się o to jak Książę przyjmie młodą Toreadorkę, była stworzona przez bardzo znanego Toreadora, na spuściźnie którego rękę chciała położyć władczyni Olsztyna. No i Róża była kobietą, co w tym mieście dawało bardzo dużo. Zadanie którego dokonać miała jej Seneszal udało się tylko w części, dlatego też Amelia wiedziała, że nie zostanie nagrodzona tak jak chciała. Książę ubrana była w skórzany strój przywodzący namyśl sado-maso, mimo to Liwia nieskrępowanie powitała przybyłe pocałunkiem w policzek. Uwielbiała takie stroje, była wampirem więc nie uprawiała seksu, po prostu uwielbiała szokować swoimi kreacjami.
Amelia Bogacka spodziewała się, że jej Książę będzie rozdrażniona, kilka miesięcy temu w przypływie namiętności i agresji, przypadkowo uśmierciła swojego ukochanego ghula i Seneszal wiedziała z doświadczenia, że musi minąć co najmniej rok, by o nim zapomniała.
-Liwio, Róża zdecydowała się zamieszkać w naszym mieście.
-Doskonale, jak rozumiem nie przybywa z pustymi rękami? Bernard Kostrzycki miał bardzo wielu wrogów i bardzo wiele długów, może się okazać, że nieprzychylni będą chcieli zdobyć jego majątek i zgromadzone przedmioty siłą, uśmiercając biedną Róże i Fiołka. No i cztery kluby sławne Blood…
-Kluby są już tylko dwa. Oddałam je – stwierdziła Róża, bez cienia strachu. Dziewczyna uwielbiała sztukę nie politykę.
-Amelio? To twoja wina. Wiesz o tym?
Seneszal doskonale wiedziała, że Liwia już dwie godziny po rozstrzygnięciu sprawy spadkowej wiedziała jak wszystko się skończyło. Mimo to postanowiła brać udział w przedstawieniu wiedząc jak wielką radość sprawi ono Liwii.
-Spuściłam Róże z oka tylko na chwilę a ona weszła w komitywę z jakąś Toreadorką. Poza tym to nie było jedyne moje zadanie.
-Jakąś? Jeszcze nie wiesz kim jest?
-Wywiedziałam się co nieco. Przedstawiała się jako „Czerwone Ostrze z Dziewięciomilimetrowymi Paznokciami” co oznacza, że jest z Krakowa, oni kochają tą dziecinadę z imionami. Nie jest to jednak pewne. Jest Toreadorem, wszędzie poznam swoją własną krew.
-Kobieta. To dobrze, z kobietami się lepiej rozmawia.
-Róża zostanie z nami, w końcu trwonić dwieście lat pracy swego ojca może również w Olsztynie. Poza tym mam pewien plan…
W pewnej chwili duży kruk usiadł na ramieniu kobiety i wytarł swój umazany we krwi dziób w jej blady policzek.


    Spotkali się w umówionym miejscu. Jeszcze wczoraj ucztowali na ślubie Atanazego, dzisiaj stawili się by sprawdzić prawdziwość słów „spiczastouchej” Kainitki. Rezydencja Sabatu , ta właśnie w której Ćma była przetrzymywana i w której narodziła się dla ciemności była już blisko. Zabrali ją nie tylko po to by wskazała im drogę, po prostu w przypadku ewentualnej zdrady chcieli być pewni, że Ćma poniesie karę za zdradę Camarilli. Jej lojalności miał pilnować każdy z zebranych. Atanazy jako, iż willa znajdowała się w jego domenie, chciał osobiście poprowadzić na nią szturm, złożony z 40 Spokrewnionych. Dopiero osobista namowa „Tropiciela Sabatu i Strażnika Maskarady” przekonała go, że akcja musi być cicha i dyskretna, tak by prawdziwy impet otwartego ataku wykorzystać wobec zdobytego przez Sabat Kalisza. Tak więc zebrali się wszyscy, czekając w milczeniu aż księżyc zostanie znowu przysłonięty przez chmury. „Tropiciel Sabatu i Strażnik Maskarady” był czujniejszy niż zwykle, Szeryf Poznania Krzysztof Kanys nie wyciągał swego dwuręcznego miecza z pochwy, obawiając się, że jakieś źródło światła odbije się od jego klingi, Bakun strach maskował zawadiackim uśmieszkiem a Dalech Czasz chciał zabijać. Ćma była nieuzbrojona, czuła zagrożenie zarówno ze strony złowieszczej willi jak i grupy do, której należała. Porozumiewawczo skinęła głową i cała piątka ruszyła w stronę rezydencji. Tak naprawdę nikt nie był zaskoczony, że budynek był nie tylko niestrzeżony ale i pusty. Owszem w domostwie było kilka mebli jednak po Sabacie nie było ani śladu.Przeszukali go dokładnie aż natknęli się na jedyne zamknięte drzwi. Od piwnicy. Szeryf Poznania otworzył drzwi, szybciej niż Ćma zdążyła powiedzieć „Nie”. W wielkiej sali znajdowało się szklane akwarium gigantycznych rozmiarów. Szyby były kuloodporne co świadczyło o tym, iż ktoś musiał poświęcić wiele fatygi i trudu by tam je przetransportować. Akwarium przedzielone było metalowymi drzwiami na dwie części, w jednej z nich leżała skulona śmiertelniczka w drugiej siedział Kainita. Ćma nie znała żadnego z nich. Uwięziony wampir był znacznie bardziej blady niż te, które widziała wcześniej, jakby chudszy od innych a jego wzrok był szalony i żądny krwi. Nie mogła wiedzieć, że był to Krystian, rycerz i „syn” Dalecha Czasza. Kainita przemienił go z uwagi na to, że zakochał się w jego honorze i niewspółczesnym kodeksie postępowania. Warunkiem służby Księciowi Kalisza było to, że jego śmiertelnej żonie nie stanie się krzywda, teraz jednak była zamknięta w drugiej części akwarium. Kobieta miała w dłoni pistolet. Uwięziony Kainita nie pił krwi już od bardzo dawna, był owładnięty rządzą zabijania, nie był już sobą. Mechanizm otwierający przegrodę w akwarium uaktywnił się najprawdopodobniej zaraz po otwarciu drzwi do piwnicy. Kobieta nie strzelała nawet w swego ukochanego, na którego widok pistolet wypadł jej z dłoni. Rycerz i syn Dalecha Czasza pił z niej łapczywie i bez zahamowani. Stary rycerz rozpaczliwie próbował zniszczyć akwarium mieczem, reszta przybyłych jednak nawet nie próbowała mu pomóc. Książe Kalisza wiedział doskonale, że klatka stanowi zaporę nie do powstrzymania, była przygotowywana misternie przez wiele miesięcy. Po wypiciu kobiety bestia ucichła a Krystian odzyskał panowanie nad sobą. Wyrwany z amoku spojrzał na ciało swojej żony, kobiety której oświadczył się jeszcze na studiach, matki jego dzieci, ukochanej, która dawała mu siłę i nadawała jego wampirzej egzystencji sens. Wydał z siebie krzyk, tak głośny, że słyszalny przez kuloodporne szyby, pękające już pod ciosami Dalecha Czasza. Bakun podszedł bliżej rycerza gotowy do doskoku w razie gdyby bestia rycerza owładnęła nim i mógłby stanowić zagrożenie. Ćma mimo, że nie potrafiła przewidywać przyszłości wiedziała, że ta noc nie skończy się szczęśliwie. Teraz wiedziała już po co oprawcy dali kobiecie pistolet, mimo, że nawet z nim nie miała najmniejszych szans powstrzymać złaknionego krwi męża. Kule były przeznaczone dla niego, jednak to on sam miał ich użyć. I użył, nim to się jednak stało, spojrzał w oczy swemu stwórcy.




Wrzucamy również filmik stworzony przez Gobosa, który zakończył ostatniego larpa.
http://www.youtube.com/watch?v=tfw84rzXTDE&feature=youtu.be

Z uwagi na liczne prośby i sugestie graczy stworzyliśmy też wersje skróconą. Jak to się mówi MG jest dla graczy a nie na odwrót ;)
http://www.youtube.com/watch?v=kKbGHrEdlDs&feature=youtu.be

~Parias